wtorek, 3 stycznia 2012

Więcej niż kpina? Kwestia ironii w magazynach dla mężczyzn


„Seks – ona będzie Twoją grouppie”, „Mr Seks Gadżet. Bądź jej ulubioną zabawką w łóżku” (pisownia oryginalna) to tytuły artykułów zamieszczone na okładce magazynu Men's Helath. Oba odnoszą się do sfery seksualnych relacji damsko-męskich i sformułowane są w sposób, nazwijmy to – humorystyczny. Na pierwszy rzut oka są seksistowskie. Podążając jednak tropem Davida Gaunteltta (i jednocześnie sprawiając, że Sokrates, Schlegel i Zbigniew Herbert przewracają się w grobie), spróbujmy spenetrować ten temat jak najgłębiej – przekraczając granicę drugiego, zakamuflowanego znaczenia, które zwykliśmy określać ironią. Warto zaznaczyć, że David Gauntlett daleki jest od generalizacji magazynów dla mężczyzn. Zastrzega, że redundancja (w tym przypadku dotycząca retoryki czasopism) charakterystyczna jest dla poszczególnych tytułów, a nie ogólnego piśmienniczego tworu, który umownie nazywamy „magazynami dla mężczyzn”. Wykorzystując te spostrzeżenia  pragnę przyjrzeć się relacji domniemanych ironii i seksizmu w Men's Helath (nry 8 i 11 z 20011 r.).

Powołując się na badania ekipy Jacksona, Gauntlett uznaje podwójną funkcję domniemanej ironii męskich czasopism. Ma ona być zarówno zewnętrzna i stanowić „warstwę ochronną” przed zarzutami o seksizm (swoją drogą, właśnie z takiego założenia wychodzi obrona i analiza samego badacza) oraz wewnętrzna – stanowiąca wentyl bezpieczeństwa dla mężczyzn, którzy na wyboistej drodze do autokreacji są niczym dzieci błądzące we mgle.

Uważam, że Gauntlett idealizuje i wyolbrzymia zjawisko samej ironii, która w magazynie Men's Helath występuje w śladowych ilościach. Warto zauważyć, że analiza badacza oparta jest nie retoryce samego tekstu (rzecz jasna analiza tekstualna nie jest w studiach kulturowych wystarczająca, biorąc jednak pod uwagę, że ironia jako strategia retoryczna ściśle związana jest z komunikatem jako tekstem/tworem dyskursywnym, powinna być częścią składową badań), lecz na relacjach odbiorczych – fakt, że czytelnicy nie biorą na poważnie zawartego w magazynach komunikatu, nie oznacza jeszcze, że jest on ironiczny (znaczeniowo subwersywny). Nawet jeśli G. posługuje się figurą „odbiorcy modelowego”, taki przebieg analizy wydaje mi się metodologicznym hochsztaplerstwem niezwykle perswazyjnego tekstu – pamiętajmy, że (np. w przeciwieństwie do kampu w ujęciu Sontag) ironia nie jest w oku odbiorcy, lecz programowana jest przez nadawcę i przez niego odbiorcy sygnalizowana.
Przy ogromnej chęci nie potrafię doszukać się celowej ironii w Men's Helath. Jeśli tytuł jednego z działów brzmi „Mężczyzna alfa”, to z zawarte w nim poradnikowe artykuły mają na celu zbliżenie się właśnie do takiego ideału – sformułowanie może mieć wymiar humorystyczny (można je potraktować z przymrużeniem oka), lecz w ostatecznym rozrachunku kryje znaczenie dosłowne, nie ironiczne/odwrotne.

Najbardziej absurdalnym argumentem G. wydaje mi się spostrzeżenie, jakoby seksizm męskich czasopism był ironiczny w tym sensie, że jego celem jest wykpienie seksizmu właśnie. Trudno dostrzec podwójność obrazów i treści soft-porno zawartych w magazynach – wizerunki półnagich kobiet w zachęcających pozycjach pełnią dokładnie tę samą funkcję, jaką pełni (soft)porno właśnie – wzbudzają/katalizują pożądanie, nic ponadto. Dla porównania – równie karkołomnym intelektualnym przedsięwzięciem byłoby uzasadnienie, że niewybredne rasistowskie lub antysemickie żarty wymierzone są w rasizm lub antysemityzm. Nawet jeśli osoba je opowiadająca zachowuje dystans wobec tych postaw, w gruncie rzeczy nadal przenosi niepoprawnie politycznie treści.

G. zdaje się traktować ironię jako nadrzędną kategorię estetyczną i retoryczną, która jest dominatą w konstruowaniu przekazu przez męskie czasopisma. Można w tym miejscu zadać pytanie, czy redundantna, powtarzalna ironia jest jeszcze rozpoznawalna. Cytując Schlegla, „Jest to najgłębsza ironia ironii, że zaczyna ona nas nudzić właśnie wtedy, gdy nam ją prezentują stale i wszędzie”. Wydaje mi się, że ze względu na skonwencjonalizowanie, ironie straciła swoją konstytutywną cechę – potencjał podwójnego znaczenia. Męskie magazyny to nie poezja Zbigniewa Herberta – strategie ironiczne nie są w nich tak ważne i ewidentnie obecne, jak chciałby Gauntlett. Inaczej mówiąc – badacz implikuje im treści, kótre zwyczajnie nie są przez czasopisma programowane.

Wydaje mi się, że zasadniczym błędem analizy Gauntletta jest zrównanie kategorii ironii i dystansu. Fakt, że niektóre treści magazynu Men's Helath pisane są z przymrużeniem oka, nie oznacza jeszcze, że są ironiczne i zakładają podwójne znaczenie. Bliżej mi do tezy Jacksona, głoszącej, że jest to stworzenie wrażenia, iż mężczyźni chcą takich magazynów, ale tak naprawdę ich nie potrzebują. 


B.S.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz