Termin
„Barbie”, to konstrukcja dla fenomenu, który w kategoriach
kształtowania cielesności tworzy wyobrażenia i pragnienia co do
ludzkiego wizerunku. Rozpoznanie w lalce atrybutów i przymiotów
ikony popkultury umożliwia postrzeganie jej jako daleki,
niedościgniony cel (przyszłość) i jednocześnie zapis świadomości
określonego dziesięciolecia, „epoki” (teraźniejszość). I
właśnie w tym momencie spotyka się kino z lalką Barbie, a ściśle
mówiąc, z jej ekranowym odpowiednikiem, jakim bez wątpienia jest
Madonna.
Sposób
funkcjonowania „fenomenu” Madonny, pod wieloma względami
przywodzi na myśl oddziaływanie i istnienie plastikowej „blond
Venus”.
Zarówno
Madonna jak i Barbie nie są zjawiskami nadzwyczajnymi w kulturze.
Wręcz przeciwnie - oddają charakter dzisiejszych mechanizmów
poszukiwania i kształtowania „ja”. Można powiedzieć, że
stworzone przez obydwie „panie” wizerunki można traktować jako
charakterystyczne dla kultury ponowoczesnej, dla prezentowania ciała
w mediach w ogóle.
Madonna/Barbie
– ciało - tożsamość/osobowość decydują o oczywistej
kolejność skojarzeń. Wprawdzie Madonnie pod względem wymiarów
daleko do plastikowej blond Venus, poddawana jest tym samym trendom
publicznego (na oczach fanów i widzów) konstruowania tożsamości
określanej terminem „osobowości pastiszu” lub „tożsamości
kameleona”.
Esencja
kiczu – zestaw do konstruowania tożsamości
Jedno
z amerykańskich czasopism w latach dziewięćdziesiątych
opublikowało listę gwiazdkowych prezentów przeznaczonych dla
wroga. Jedno z pierwszych miejsc zajmowała Barbie. Twórcy rankingu
uzasadniali swoja decyzję nieskończoną ilością akcesoriów, do
których obliguje posiadanie lalki. Barbie bez strojów, domu, psa,
Kena, przyjaciółki, młodszej siostry, cadilaca czy
specjalistycznych gadżetów nadających przydomek Barbie (plażowa,
pediatra, sportsmenka) nie istnieje. Sama lalka to dopiero początek
Barbie. Podobnie jest z Madonną. „Goła”
Madonna to nie-Madonna. Wystarczy obejrzeć teledyski do utworów
z lat 1983-84, np. "Lucky Star". Ruch odgrywa tu bez
wątpienia istotną rolę, lecz trzeba przyznać, że nie dorównuje
randze stroju. Czarna kokarda w rozjaśnionych i potarganych włosach,
bransolety, swobodnie zwisające u pasa łańcuchy w połączeniu z
za krótką bądź zbyt długą odzieżą – oto echa glam rocka
połączonego z wygodą obcisłych, lecz elastycznych materiałów
primadonn tańca rewiowego, musicalowego, zaprawionego szczyptą
breakdance’u. Odzieżowe i jubilerskie „wyposażenie” Madonny
odnosi się już nie tylko do zmysłów. Cała otoczka sygnuje
gwiazdę jako wartościową w sensie tworzenia na nią popytu i
chęci odwzorowania jej wizerunku jak najwierniej.
Wcielenie
z Material Girl jest w pewnym sensie odpowiedzią - zaspokojeniem
pragnień widza – fana zawłaszczającego wizerunek artystki.
Madonna kreując swoje wcielenia, bazuje na zjawisku wszechobecnym we
współczesnej kulturze. Nie ulega wątpliwości, że najbardziej
podobają nam się te piosenki, które już znamy. Toteż w celu
ugruntowanie mitu dodaje symbole dobrze już znane konsumentowi
obrazów. Odwołuje się do tradycji godnych poprzedniczek. Wideoklip
do piosenki Material Girl (1984) wyreżyserowany przez Mary Lambert z
wdziękiem powiela w postaci Madonny Marylin Monroe wraz z całą
sytuacją z utworu „Diamenty są najlepszym przyjacielem
dziewczyny” z filmu „Mężczyźni wolą blondynki.” Natomiast w
zacieraniu granic płciowości przez ubiór męski, kompetentny
odbiorca powinien upatrywać reprodukowanie przedstawień Mae West
czy Marleny Dietrich.
Rozkwit
wizerunku gwiazdy, w którym ubiór daje pretekst do istnienia ciała,
na moment wygasa wraz z wydaniem płyty "Ray of light" (1998). Pojawia
się stylistyczna przezroczystość jak np. w teledysku do tytułowej
piosenki. Akcent z prezentacji ciała niczym na wybiegu co raz
wyraźniej przesuwa się w stronę prezentacji jego fizycznych
możliwości. Trudno jednak kameleonowi na dłużej pozostać przy
„normalności” - stąd kolejne, także egzotyczne wcielenia.
Rekwizyty
szybko dezaktualizowanych przez samą artystkę wcieleń, będą
przywoływane w świadomej grze z własnym wizerunkiem. Gwiazda, co
widać w Hollywood, nie boi się autoironii i obnażenia sekretów
młodości swojego ciała. Pozwala z bliska przyjrzeć się swojej
twarzy, wcale już nie młodej, a której atrybutem – jak sugeruje
jedna ze scen – stanie się zastrzyk kolagenu, zastępujący
wulgarny makijaż.
Madonna,
będąc godną reprezentantką swoich czasów, potrafi utrzymać się
na topie na wielu płaszczyznach równocześnie - kobieta z klasą i
pazurem, choć po pięćdziesiątce, która równocześnie jest
bardziej cool i groovy, niż niejedna nastolatka. Opisywaną część
składową wizerunku można by określić sloganem reklamowym:
wyzwanie to ubranie, czy raczej ubranie to ciało, jakkolwiek w
drodze do ciała fitness będzie przez Madonnę sukcesywnie
rozbierane.
Tożsamość
w wykonaniu Madonny
Dlaczego
przypadek królowej popu wyklucza traktowanie tożsamości jako
skończonej definicji określonej osoby? I dlaczego wspominam o
„wykonaniu” – odgrywaniu tożsamości? Zauważyć można
związek „sklejania” tożsamości z różnych dostępnych
fragmentów ze współczesną sytuacją komunikacji międzyludzkiej.
Podaje przykład ludzi, którzy mimo mieszkania w naszym sąsiedztwie
pozostają dla nas nieznanymi osobami, my natomiast siłą rzeczy
budujemy ich historię w oparciu o to, co dla nas dostępne - nasze
wyobrażenia, stereotypy i te fragmenty ich życia, które stanowią
zaledwie powierzchnię: wygląd zewnętrzny, posiadane przedmioty.
Nie istniejemy jako wyodrębniony, nieruchomy znak, wciąż
przekraczamy, rozsadzamy granice, wciąż jesteśmy w drodze pomiędzy
wypowiadanymi zdaniami: one ubiegają nas, stwarzają, by ustępować
kolejnym.
„Madonna”
to kompilacja fragmentów tożsamości. Sam układ elementów i ich
zagęszczenie pozostaje kwestią dobrowolnego wyboru, z różnych
względów natomiast nie można mówić o świadomej
decyzji co do wskazania samych komponentów. Jak na ironię losu tak
samodzielna jednostka w kwestii wizerunku odzwierciedla
foulcautowskie ciało zdyscyplinowane – podporządkowane
dominującemu dyskursowi wiedzy i władzy, gdzie uroda i kształty
ciała w dobie obrazkowości kultury, często stanowią niestety
kartę przetargową zarówno w walce o światło reflektorów, jak i
w pogoni za „karierą” na poziomie urzędniczego wyścigu
szczurów.
W
ciągu 25 lat zmieniała image, prowokowała, wikłała się
w skandale. Pikantne życie osobiste przyczyniało się do
jeszcze większego wzrostu popularności artystki. Jej utwory w wielu
gatunkach muzycznych, zawsze trafiały na szczyty list przebojów.
Fenomen
Madonny polega na tym, że gwiazda tak naprawdę nigdy się nie
zestarzała i nie pozwoliła o sobie zapomnieć. Ciągle
podąża z duchem czasu, odzwierciedlenie najnowszych trendów
można odnaleźć w każdym jej nowym albumie, przy czym każdy
z nich jest oryginalny i charakterystyczny tylko dla tej
artystki.
I.Ł.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz