wtorek, 29 listopada 2011

"Przeterminowane" poglądy




Od wieków w powszechnej świadomości pielęgnowany jest sposób myślenia oparty na ideologii spychającej kobiety do roli reproduktorki i użytecznego narzędzia. W niektórych społeczeństwach ciągle uważa się, że status kobiety zdeterminowany jest przez jej anatomię i czynniki biologiczne. Kobieta rodzi się, by zostać matką, żoną i gospodynią domową. Jest mniej inteligentna, ma ograniczone zdolności koncentracji i pojmowania przestrzennego, a tym samym nie może być równorzędnym partnerem. Takie „przeterminowane” poglądy uniemożliwiają kobietom pełny rozwój.
Feministka a(i) kobieta
Według stereotypów, feministki nie malują się, nie uznają depilacji, nie lubią zakupów, nie mają poczucia humoru, są zgorzkniałe i ogólnie stanowią osobną rasę. Są zbyt ambitne, przemądrzałe i mają niewyparzony język. Słyszano również, że tylko kobiety nieatrakcyjne postanawiają zająć się robieniem kariery. Dlatego zwyczajne dziewczyny rzadko publicznie nazywają się feministkami, bo boją się krytyki i śmieszności, z którymi mogą się spotkać.
Feministki to na ogół zwyczajne, często atrakcyjne i sympatyczne kobiety/dziewczyny. Nie stronią od czytania książek kucharskich, chodzenia na imprezy, flirtowania i noszenia butów na wysokich obcasach. Nie ma powodu, dla którego miałyby to robić. Zazwyczaj nie mają też nic przeciwko mężczyznom i cenią sobie ich towarzystwo. Podobnie jak doceniają inne kobiety. Feminizm nie polega na walce z mężczyznami. Nie zakłada też udowadniania, że panie są lepszą płcią. Choć na pewno piękniejszą.
Hegemoniczna relacja pomiędzy feministkami a kobietami jest najczęściej zajmowaną pozycją wewnątrz feministycznej krytyki mediów. Używając pojęcia Angeli McRobbie (badaczka, zajmująca się m.in. wpływem prasy na nastolatki), możemy również nazwać strukturę tej relacji „rekrutacją”, rozumianą w kategoriach przechodzenia kobiecej tożsamości z żeńskiej w feministyczną. Poprzez taki stosunek konstrukcja tożsamości feministycznej zawiera w sobie wyraźny podział pomiędzy postawami typowymi dla feministek a tymi postawami, które są im przeciwstawne, a które zajmowały zwykłe kobiety, gospodynie domowe – kobiety, którymi feministki mogły się stać. Pozycja ta jest często głęboko sprzeczna, zawiera bowiem równoczesne wyparcie oraz obronę tradycyjnej kobiecości, a chodzi o m.in. by kobiety skupiły się na własnych potrzebach i stworzyły swój świat wartości, niezależny od męskiego punktu widzenia. Z perspektywy psychoanalitycznej możemy założyć, że spotkanie, do którego dochodzi pomiędzy feministką a gospodynią domową zawiera nie tylko konstrukcję tożsamości „niezależnej kobiety”, ale także szczególnie akcentuje związek z matką. Wykorzystując prasę (medium, do którego każda kobieta ma dostęp) jako miejsce spotkania feministek ze „zwykłymi” kobietami, jako nieustające pole walki, próbują rozdźwięk pomiędzy obiema postawami zatrzeć.

Prasa kobieca po polsku: „Twój Styl” czy „Glamour”


Można przypuszczać, że prasa kobieca jest przepełniona feministycznymi poglądami, że stara się zebrać jak największą rzeszę kobiet, którym odpowiadają zamieszczone w niej ideologie i poglądy wpisane w nurt feministyczny. Jednak nie we wszystkich czasopismach można doszukać się feminizmu.
Prasę kobiecą najprościej można podzielić na poradnikową, czyli popularne „kolorówki”, a także ekskluzywną, do których zaliczyć można pewną podgrupę pism np. Cosmopolitan, czy Glamour, czyli magazyny dla młodych, niezbyt wymagających czytelniczek, gdzie odważnie porusza się m.in. kwestie seksu.
W czasopismach poradnikowych trudno doszukać się feminizmu. W tej prasie kobieta nie funkcjonuje jako samodzielna jednostka. Wedle idei tych poradników, kobieta jest spełniona i jej życie jest wartościowe, jeśli jest matką lub żoną, ewentualnie babcią. Jeśli jest do tego zadbana, spełnia się w pracy, nie zaniedbując jednocześnie domowych obowiązków jest ideałem. Oczywiście można się w tym dopatrywać pewnego zarysu feminizmu, małego kroku w stronę równouprawnienia, ponieważ kobieta ma prawo dbać o swoją karierę zawodową, mieć ambicje, jednakże nie powinno to być ważniejsze niż rola matki i żony.
Inaczej jest z pismami ekskluzywnymi, typu „Pani”, „Elle”, czy „Twój Styl”. Te magazyny przeznaczone są dla dojrzałych, świadomych kobiet.  Ich redaktorki naczelne są kobietami sukcesu, którym każda przeciętna Polka może zazdrościć (im) urody, doświadczeń, pracy i…pieniędzy.
Najtrudniej znaleźć jednak jakiekolwiek przesłanki feministyczne w pismach typu „Cosmopolitan”, czy „Glamour”. Tam kobieta jest przedstawiana jako śliczna lalka służąca do sprawiania przyjemności mężczyźnie. To pisma, które propagują bardzo tendencyjny i tradycyjny model związku. Także w pracy kobieta ma być przede wszystkim dobrą pracownicą, nigdy szefem. Trudno natrafić w tego rodzaju gazetach na dobry, ambitny tekst. Główne tematy to seks, uroda, zakupy oraz związek. Feministka zdecydowanie nie znajdzie tam niczego dla siebie, odrzuci raczej takie pismo z niesmakiem. Trudno tam o feministyczny felieton, a artykuły są  zazwyczaj na niewysokim poziomie pism dla mężczyzn typu „CKM”. Są to także ewidentne kalki zachodnich tytułów. 
W Glamour z września 2005 roku panie wybierają mężczyzn swojego życia, a najważniejszymi kryteriami są – pieniądze, seks, uroda. Co liczy się dla nich najbardziej? Glamour pyta swoje czytelniczki, kiedy „wskakują do łóżka” swoim partnerom, ile razy zdarzyło się im uprawiać seks z nowo poznanym partnerem. Nikogo nie interesuje tam intelekt, zainteresowania, czy wykształcenie. Najważniejsze jest to, co jest na wierzchu.  Trudno więc szukać tam jakichkolwiek oznak feminizmu, prawie wszystkie teksty tam zamieszczane są raczej jego zaprzeczeniem.


Feminizm dla klasy robotniczej



Amerykańskie wydanie Cosmo było atakowane z dwóch stron: przez konserwatywną Amerykę z jednej, przez feministki z drugiej. To, co było dla redaktor naczelnej tylko seksowne - makijaż, ubiór, golenie nóg, farbowanie włosów - feministki upolityczniły. Oskarżyły autorów i redaktora naczelnego o to, że okładki 'Cosmopolitana' przedstawiają kobietę jako przedmiot, seksualną zabawkę mężczyzny. Znana autorka Gloria Steinem (znana, amerykańska feministka polskiego pochodzenia, a także dziennikarka i założycielka feministycznego magazynu „Ms”) twierdziła, że Cosmo girl potwierdza szkodliwy stereotyp kobiety, jako istoty głupiutkiej, pustej i frywolnej. Poza tym feministki miały za złe pismu, że w tak nachalny sposób promuje kapitalizm i konsumpcjonizm. Była redaktor naczelna Cosmo - Helen Gurley Brown uważała się za feministkę, popierała prawo do aborcji, nie miała nic przeciw związkom lesbijskim, mówiła, że chce dla kobiet wyboru 'od czegoś tak trywialnego jak spódniczka po coś tak poważnego jak prawo do aborcji'. Jednak jej teksty - które nazywano połączeniem złego stylu z reklamy i kolorowego pisemka - trafiały przede wszystkim do słabo wykształconych kobiet, których nie było stać na palenie staników, a które chciały spróbować wszystkich luksusów życia - ubrań, kosmetyków oraz seksu.


I.Ł.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz