poniedziałek, 21 listopada 2011

A Very Guilty Pleasure


Jane Arthurs, podążając socjologicznymi tropami Pierre'a Bourdieu, uzależnia sposoby prezentacji tematyki LGBT od hierarchii kulturowego smaku. Najkrócej pisząc, im „poważniejsza”, donioślejsza i bliższa tzw. Sztuce (lub za taką uchodząca) forma medialna i format serialu, tym więcej i odważniej można pokazać. Podobnie dzieje się w przypadku, z założenia bardziej demokratycznych od misyjnych telewizji publicznych, stacji kablowych oraz mediów cyfrowych – ich mniejszościowa publiczność o sprecyzowanym interesie „właściwie” odbierze telewizyjny przekaz. O ile modelowym odbiorcą odważniejszych treści reprezentujących tematykę LGBT jest liberał z klasy średniej, o tyle sposoby ujęcia np. niemotywowanego silnymi uczuciami seksu mogą być poligonem doświadczalnym, na którym telewizja testuje naginanie granic ogólnie przyjętej „przyzwoitości”. Przyglądając się współczesnym serialom, trudno nie zgodzić się ze spostrzeżeniami Arthurs – seriale które cieszą się mianem „ambitniejszych” pozwalają sobie na bardziej otwarte i skomplikowane ujęcie problematyki LGBT.

Spartakus. Krew i piach


Wg Arthurs szczególną estymą cieszyły się serialowe adaptacje brytyjskiej klasyki. Serial HBO co prowadza adaptacją nie jest, ma jednak walor „edukacyjny” (abstrahując od historycznej wiarygodności, ale nie o nią przecież chodzi) – przenosi nas w czasy Starożytnego Rzymu, którego społeczeństwo portretuje. Oprócz waloru poznawczego, ma także dość spory ładunek intertekstualny. Jest kolejną wariacją nt. jednego z najbardziej nośnych, romantycznych mitów popkultury (by wspomnieć chociaż wczesnego Kubricka i Kirka Douglasa) – powstania niewolników–gladiatorów. Serial w ewidentny sposób przenosi jednak akcenty z bohaterstwa i siły fizycznej wojowników na męską cielesność i seksualność. Na niespotykaną dotąd skalę to ciało męskie, a nie damskie jest tu fetyszyzowane (niemal w sposób, w jaki kiedyś opisywała to Laura Mulvey – fragmentacja, zbliżenia, detale itp.). Takie obrazowanie męskiego korpusu jest przyjemnością zarówno dla damskiego, jak i męskiego spojrzenia. Problematyka LGBT jest także w filmie wyrażona bezpośrednio – jeden z towarzyszy tytułowego bohatera, Barca, jest gejem. Typ z niego co prawda romantyczny – na przestrzeni dwóch sezonów („właściwego” i prequelu) angażuje się w dwa długotrwałe związki. Schemat ich rozwoju jest podobny – od przemocy, przez przemoc połączoną z seksem po zaangażowanie emocjonalne. Dwa pierwsze stadia ukazane są dosłownie i bezpardonowo. Sadomasochizm męskich scen seksualnych jest bardzo eksponowany, na ekranie niejednokrotnie pokazywane genitalia. Pierwszym partnerem Barki jest kolega z areny, także gladiator; drugim (i ostatnim, póki śmierć ich nie rozłączyła) delikatny młodzieniec, przywodzący na myśl starożytny (choć grecki raczej, przedstawiony np. w „Uczcie” Platona) homoerotyczny związek ucznia i mistrza. 

Co ciekawe, dla zrównoważenia brutalnego wizerunku gladiatora-mordercy, Baraka i Pietros hodują białe gołębie. [Jeśli puścić wodze interpretacyjnej fantazji, kwestie homoerotyczne byłby także obecne na poziomie ikonografii – biały gołąb jednoznacznie kojarzy się z tęczą – wywodzącym się (gównie) z Księgi Rodzaju (historia potopu i Noego) symbolem pokoju zaadaptowanym przez środowiska LGBT.]
Należy także dodać, że homoseksualizm bohatera jest całkowicie naturalny i akceptowany przez gladiatorów, którzy nie czynią w kierunku Barki żadnych homofobicznych uwag, o co podejrzelibyśmy męską społeczność w typie „macho”.

Oferując zmysłową orgię serial jednocześnie zostawia sobie margines bezpieczeństwa – ewentualne zarzuty o „nieprzyzwoitość i niemoralność” szybko odeprze antyczną dekadencją i historycznym kostiumem. Nawet, jeśli są nim bardzo kuse, skórzane gladiatorskie majtki.

B.S.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz