Jane
Arthurs, podążając socjologicznymi tropami Pierre'a Bourdieu,
uzależnia sposoby prezentacji tematyki LGBT od hierarchii
kulturowego smaku. Najkrócej pisząc, im „poważniejsza”,
donioślejsza i bliższa tzw. Sztuce (lub za taką uchodząca) forma
medialna i format serialu, tym więcej i odważniej można pokazać.
Podobnie dzieje się w przypadku, z założenia bardziej
demokratycznych od misyjnych telewizji publicznych, stacji kablowych
oraz mediów cyfrowych – ich mniejszościowa publiczność o
sprecyzowanym interesie „właściwie” odbierze telewizyjny
przekaz. O ile modelowym odbiorcą odważniejszych treści
reprezentujących tematykę LGBT jest liberał z klasy średniej, o
tyle sposoby ujęcia np. niemotywowanego silnymi uczuciami seksu mogą
być poligonem doświadczalnym, na którym telewizja testuje
naginanie granic ogólnie przyjętej „przyzwoitości”.
Przyglądając się współczesnym serialom, trudno nie zgodzić się
ze spostrzeżeniami Arthurs – seriale które cieszą się mianem
„ambitniejszych” pozwalają sobie na bardziej otwarte i
skomplikowane ujęcie problematyki LGBT.
Spartakus.
Krew i piach
Wg
Arthurs szczególną estymą cieszyły się serialowe adaptacje
brytyjskiej klasyki. Serial HBO co prowadza adaptacją nie jest, ma
jednak walor „edukacyjny” (abstrahując od historycznej
wiarygodności, ale nie o nią przecież chodzi) – przenosi nas w
czasy Starożytnego Rzymu, którego społeczeństwo portretuje.
Oprócz waloru poznawczego, ma także dość spory ładunek
intertekstualny. Jest kolejną wariacją nt. jednego z najbardziej
nośnych, romantycznych mitów popkultury (by wspomnieć chociaż
wczesnego Kubricka i Kirka Douglasa) – powstania
niewolników–gladiatorów. Serial w ewidentny sposób przenosi
jednak akcenty z bohaterstwa i siły fizycznej wojowników na męską
cielesność i seksualność. Na niespotykaną dotąd skalę to ciało
męskie, a nie damskie jest tu fetyszyzowane (niemal w sposób, w
jaki kiedyś opisywała to Laura Mulvey – fragmentacja, zbliżenia,
detale itp.). Takie obrazowanie męskiego korpusu jest przyjemnością
zarówno dla damskiego, jak i męskiego spojrzenia. Problematyka LGBT
jest także w filmie wyrażona bezpośrednio – jeden z towarzyszy
tytułowego bohatera, Barca, jest gejem. Typ z niego co prawda
romantyczny – na przestrzeni dwóch sezonów („właściwego” i
prequelu) angażuje się w dwa długotrwałe związki. Schemat ich
rozwoju jest podobny – od przemocy, przez przemoc połączoną z
seksem po zaangażowanie emocjonalne. Dwa pierwsze stadia ukazane są
dosłownie i bezpardonowo. Sadomasochizm męskich scen seksualnych
jest bardzo eksponowany, na ekranie niejednokrotnie pokazywane
genitalia. Pierwszym partnerem Barki jest kolega z areny, także
gladiator; drugim (i ostatnim, póki śmierć ich nie rozłączyła)
delikatny młodzieniec, przywodzący na myśl starożytny (choć
grecki raczej, przedstawiony np. w „Uczcie” Platona)
homoerotyczny związek ucznia i mistrza.
Co ciekawe, dla
zrównoważenia brutalnego wizerunku gladiatora-mordercy, Baraka i
Pietros hodują białe gołębie. [Jeśli puścić wodze
interpretacyjnej fantazji, kwestie homoerotyczne byłby także obecne
na poziomie ikonografii – biały gołąb jednoznacznie kojarzy się
z tęczą – wywodzącym się (gównie) z Księgi Rodzaju
(historia potopu i Noego) symbolem pokoju zaadaptowanym przez
środowiska LGBT.]
Należy także dodać, że homoseksualizm bohatera
jest całkowicie naturalny i akceptowany przez gladiatorów, którzy
nie czynią w kierunku Barki żadnych homofobicznych uwag, o co
podejrzelibyśmy męską społeczność w typie „macho”.
Oferując
zmysłową orgię serial jednocześnie zostawia sobie margines
bezpieczeństwa – ewentualne zarzuty o „nieprzyzwoitość i
niemoralność” szybko odeprze antyczną dekadencją i historycznym
kostiumem. Nawet, jeśli są nim bardzo kuse, skórzane gladiatorskie
majtki.
B.S.
B.S.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz