Od
wieków w powszechnej świadomości pielęgnowany jest sposób
myślenia oparty na ideologii spychającej kobiety do roli
reproduktorki i użytecznego narzędzia. W niektórych
społeczeństwach ciągle uważa się, że status kobiety
zdeterminowany jest przez jej anatomię i czynniki biologiczne.
Kobieta rodzi się, by zostać matką, żoną i gospodynią domową.
Jest mniej inteligentna, ma ograniczone
zdolności koncentracji i pojmowania przestrzennego, a tym samym
nie może być równorzędnym partnerem. Takie „przeterminowane”
poglądy uniemożliwiają kobietom pełny rozwój.
Feministka
a(i) kobieta
Według
stereotypów, feministki nie malują się, nie uznają depilacji, nie
lubią zakupów, nie mają poczucia humoru, są zgorzkniałe i
ogólnie stanowią osobną rasę. Są zbyt ambitne, przemądrzałe i
mają niewyparzony język. Słyszano również, że tylko
kobiety nieatrakcyjne postanawiają zająć się robieniem kariery.
Dlatego zwyczajne dziewczyny rzadko publicznie nazywają się
feministkami, bo boją się krytyki i śmieszności, z którymi
mogą się spotkać.
Feministki
to na ogół zwyczajne, często atrakcyjne i sympatyczne
kobiety/dziewczyny. Nie stronią od czytania książek kucharskich,
chodzenia na imprezy, flirtowania i noszenia butów na wysokich
obcasach. Nie ma powodu, dla którego miałyby to robić. Zazwyczaj
nie mają też nic przeciwko mężczyznom i cenią sobie ich
towarzystwo. Podobnie jak doceniają inne kobiety. Feminizm nie
polega na walce z mężczyznami. Nie zakłada też udowadniania,
że panie są lepszą płcią. Choć na pewno piękniejszą.
Hegemoniczna
relacja pomiędzy feministkami a kobietami jest najczęściej
zajmowaną pozycją wewnątrz feministycznej krytyki mediów.
Używając pojęcia Angeli McRobbie (badaczka, zajmująca się m.in.
wpływem prasy na nastolatki), możemy również nazwać strukturę
tej relacji „rekrutacją”, rozumianą w kategoriach przechodzenia
kobiecej tożsamości z żeńskiej w feministyczną. Poprzez taki
stosunek konstrukcja tożsamości feministycznej zawiera w sobie
wyraźny podział pomiędzy postawami typowymi dla feministek a tymi
postawami, które są im przeciwstawne, a które zajmowały zwykłe
kobiety, gospodynie domowe – kobiety, którymi feministki mogły
się stać. Pozycja ta jest często głęboko sprzeczna, zawiera
bowiem równoczesne wyparcie oraz obronę tradycyjnej kobiecości,
a chodzi o m.in. by kobiety
skupiły się na własnych potrzebach i stworzyły swój świat
wartości, niezależny od męskiego punktu widzenia.
Z perspektywy psychoanalitycznej możemy założyć, że spotkanie,
do którego dochodzi pomiędzy feministką a gospodynią domową
zawiera nie tylko konstrukcję tożsamości „niezależnej kobiety”,
ale także szczególnie akcentuje związek z matką. Wykorzystując
prasę (medium, do którego każda kobieta ma dostęp) jako miejsce
spotkania feministek ze „zwykłymi” kobietami, jako nieustające
pole walki, próbują rozdźwięk pomiędzy obiema postawami zatrzeć.
Prasa
kobieca po polsku: „Twój Styl” czy „Glamour”
Można
przypuszczać, że prasa kobieca jest przepełniona feministycznymi
poglądami, że stara się zebrać jak największą rzeszę kobiet,
którym odpowiadają zamieszczone w niej ideologie i
poglądy wpisane w nurt feministyczny. Jednak nie we wszystkich
czasopismach można doszukać się feminizmu.
Prasę
kobiecą najprościej można podzielić na poradnikową,
czyli popularne „kolorówki”, a także
ekskluzywną, do których zaliczyć można pewną podgrupę pism np.
Cosmopolitan, czy Glamour, czyli magazyny dla młodych, niezbyt
wymagających czytelniczek, gdzie odważnie porusza się m.in.
kwestie seksu.
W
czasopismach poradnikowych trudno doszukać się feminizmu. W tej
prasie kobieta nie funkcjonuje jako samodzielna jednostka. Wedle idei
tych poradników, kobieta jest spełniona i jej
życie jest wartościowe, jeśli jest matką lub żoną, ewentualnie
babcią. Jeśli
jest do tego zadbana, spełnia się w pracy, nie zaniedbując
jednocześnie domowych obowiązków jest ideałem. Oczywiście można
się w tym dopatrywać pewnego zarysu feminizmu, małego kroku w
stronę równouprawnienia, ponieważ kobieta ma prawo dbać o swoją
karierę zawodową, mieć ambicje, jednakże nie powinno to być
ważniejsze niż rola matki i żony.
Inaczej
jest z pismami ekskluzywnymi, typu „Pani”, „Elle”, czy „Twój
Styl”. Te magazyny przeznaczone są dla dojrzałych, świadomych
kobiet. Ich redaktorki naczelne są kobietami sukcesu, którym
każda przeciętna Polka może zazdrościć (im) urody, doświadczeń,
pracy i…pieniędzy.
Najtrudniej
znaleźć jednak jakiekolwiek przesłanki feministyczne w pismach
typu „Cosmopolitan”, czy „Glamour”. Tam kobieta jest
przedstawiana jako śliczna lalka służąca do sprawiania
przyjemności mężczyźnie. To pisma, które propagują bardzo
tendencyjny i tradycyjny model związku.
Także w pracy kobieta ma być przede wszystkim dobrą pracownicą,
nigdy szefem. Trudno natrafić w tego rodzaju gazetach na dobry,
ambitny tekst. Główne tematy to seks, uroda, zakupy oraz związek.
Feministka zdecydowanie nie znajdzie tam niczego dla siebie, odrzuci
raczej takie pismo z niesmakiem. Trudno tam o feministyczny felieton,
a artykuły są zazwyczaj na niewysokim poziomie pism dla
mężczyzn typu „CKM”. Są to także ewidentne kalki zachodnich
tytułów.
W Glamour z września 2005 roku panie wybierają mężczyzn swojego życia, a najważniejszymi kryteriami są – pieniądze, seks, uroda. Co liczy się dla nich najbardziej? Glamour pyta swoje czytelniczki, kiedy „wskakują do łóżka” swoim partnerom, ile razy zdarzyło się im uprawiać seks z nowo poznanym partnerem. Nikogo nie interesuje tam intelekt, zainteresowania, czy wykształcenie. Najważniejsze jest to, co jest na wierzchu. Trudno więc szukać tam jakichkolwiek oznak feminizmu, prawie wszystkie teksty tam zamieszczane są raczej jego zaprzeczeniem.
W Glamour z września 2005 roku panie wybierają mężczyzn swojego życia, a najważniejszymi kryteriami są – pieniądze, seks, uroda. Co liczy się dla nich najbardziej? Glamour pyta swoje czytelniczki, kiedy „wskakują do łóżka” swoim partnerom, ile razy zdarzyło się im uprawiać seks z nowo poznanym partnerem. Nikogo nie interesuje tam intelekt, zainteresowania, czy wykształcenie. Najważniejsze jest to, co jest na wierzchu. Trudno więc szukać tam jakichkolwiek oznak feminizmu, prawie wszystkie teksty tam zamieszczane są raczej jego zaprzeczeniem.
Feminizm
dla klasy robotniczej
Amerykańskie
wydanie Cosmo było atakowane z dwóch stron: przez konserwatywną
Amerykę z jednej, przez feministki z drugiej. To, co było dla
redaktor naczelnej tylko seksowne - makijaż, ubiór, golenie nóg,
farbowanie włosów - feministki upolityczniły. Oskarżyły autorów
i redaktora naczelnego o to, że okładki 'Cosmopolitana'
przedstawiają kobietę jako przedmiot, seksualną zabawkę
mężczyzny. Znana autorka Gloria Steinem (znana, amerykańska
feministka polskiego pochodzenia, a także dziennikarka i
założycielka feministycznego magazynu „Ms”) twierdziła, że
Cosmo girl potwierdza szkodliwy stereotyp kobiety, jako istoty
głupiutkiej, pustej i frywolnej. Poza tym feministki miały za złe
pismu, że w tak nachalny sposób promuje kapitalizm i
konsumpcjonizm. Była redaktor naczelna Cosmo - Helen Gurley Brown
uważała się za feministkę, popierała prawo do aborcji, nie miała
nic przeciw związkom lesbijskim, mówiła, że chce dla kobiet
wyboru 'od czegoś tak trywialnego jak spódniczka po coś tak
poważnego jak prawo do aborcji'. Jednak jej teksty - które nazywano
połączeniem złego stylu z reklamy i kolorowego pisemka - trafiały
przede wszystkim do słabo wykształconych kobiet, których nie było
stać na palenie staników, a które chciały spróbować wszystkich
luksusów życia - ubrań, kosmetyków oraz seksu.
I.Ł.
I.Ł.









