Rozważania na temat telewizji jako kobiecej przestrzeni medialnej warto poprzedzić „archeologią” koncepcji na temat wagi przestrzeni dla kobiet – kulturowym i ideologicznym promieniowaniem jednego z założycielskich feministycznych esejów Virginii Woolf pt. „Własny pokój”.
Pomieszczenie jako fragment życiowej przestrzeni jest w tym przypadku ujmowany nie metaforycznie (jak np. TV, prasa, internet), lecz dosłownie – jako wycinek w miejscu stałego zamieszkania, który ma być wyłącznie do kobiecej dyspozycji. Angielska pisarka twierdzi, że autonomiczny intelektualny rozwój kobiety nie jest możliwy bez osiągnięcia bardziej „przyziemnej” niezależności. Warunkiem koniecznym do uzyskania niezależności mentalnej jest niezależność materialna – kobiety muszą posiadać minimum środków finansowych, by się utrzymać oraz tytułowy własny pokój, by tworzyć, nadzorować i być centrum przestrzeni własnej pracy i twórczości.
„Nasz pokój” jest więc prywatnym terytorium, którego granice powinny być pilnie strzeżone przez męskim wpływem i opresją. To gwarancja autonomii i niezależności, enklawa podmiotowości, której reguły ustalamy same. Wbrew pozorom, esej Virginii Woolf nie jest jedynie historyczną atrakcją. Co prawda wyraźnie dostrzegamy równościowe aspiracje tzw. I fali feminizmu, jednak sama idea okazała się płodna i często reprodukowaną metaforą do dziś. Kiedyś rewolucyjna, dziś wydaje się postfeministycznym truizmem.
Warto przyjrzeć się intertekstualnym (mniej lub bardziej oczywistym oraz, zapewne, w różnym stopniu zaplanowanym i celowym od strony produkcyjnej) telewizyjnym wariacjom nt. Woolfowskiej koncepcji własnego pokoju, także w rodzimej TV.
„Seks w wielkim mieście” i w małym pokoju.
Osobista enklawa Carrie Bradshaw wydaje się idealną transpozycją koncepcji „własnego pokoju”. Dzieje się tak rówineż ze względu na zawodowe pokrewieństwo Woolf i bohaterki granej przez Sarę Jessicę Parker. Obie są literatkami (przy całej nieporównywalności „ciężkości” ich pisarstwa ;), które proces pisania jednoznacznie wiążą właśnie z własnym pokojem. Carrie co prawda pisze w kawiarniach, lecz jest to incydentalne. Co ciekawe, nigdy nie zdarzyło jej się tworzyć w którymś z mieszkań swoich partnerów. Bohaterka niechętnie odnosi się do propozycji przemeblowania mieszkania przez narzeczonego, a kiedy ten wykupuje jej mieszkanie priorytetem dla felietonistki jest jak najszybsze odzyskanie lokum. Tu oczywiście nie zawodzą więzi siostrzane – przyjaciółki Carrie rozumieją jej sytuację i oferują natychmiastową pożyczkę. Kwestia „własnego pokoju” jest bodaj jedynym interesującym elementem pełnometrażowych kontynuacji serialu. Mimo małżeństwa z Bigiem i osiedlenia się w penthousie nowojorskiego wieżowca, Carrie zachowuje mieszkanie, gdyż, jak sama wspomina: „Lubię tam pisać”. Nie sposób nie oczytać tu wpływu twórczości Woolf.
3xM - mieszkanie „Magdy M.”
Podobnie jak u Ally McBeal – nowoczesne, designerskie, przeznaczone do spotkań z przyjaciółkami, idealne miejsce odpoczynku i refleksji. Użyteczne jedynie dla właścicielki.
„M jak miłość” - mieszkanie sędziny Marty
Marta (Dominika Ostałowska) dysponuje sporym warszawskim lokum. Oprócz niej korzystają z niego dzieci, ze względu na bezpieczeństwo których, ograniczony dostęp do mieszkania mają mężczyźni. Jako idealna strażniczka domowego ogniska, Marta zaprasza do swojego mieszkania tylko tych godnych zaufania. Co ciekawe, to kolejni stali partnerzy wprowadzają się do niej – mimo licznych związków i kohabitacji bohaterka jeszcze nigdy nie opuściła swojego lokum.
„Rezydencja” vs. atelier femme fatale
Julia (Weronika Książkiewicz) weszła do bogatego rodu dzięki małżeństwu z dziedzicem fortuny – dla pieniędzy, rzecz jasna. Mąż zakupił jej atelier mody, w którym bohaterka może rozwijać swoje pasje. Co prawda nie ma za gorsz talentu, jednak to właśnie do swojego warsztatu pracy kieruje pierwsze kroki w przypadku rodzinnych i małżeńskich konfliktów.
Studio Moniki Olejnik i Elżbiety Jaworowicz
Specyficzną wariacją nt. „własnego pokoju” mogą być autorskie programy telewizyjne, których gospodarzami (gospodyniami?) są kobiety. Zarówno w przypadku „Kropki nad i” oraz „Sprawy dla reportera” obie dziennikarki autorytarnie moderują dyskusje, zapraszają gości i inicjują tematy. Co więcej estetyczna oprawa obu programów jest dla nich swoista i niepowtarzalna. Centralne miejsce redaktorek w przestrzeni medialnej i telewizyjnym studiu podkreślone jest przez konwencje filmowania (np. element ramienia i włosów Olejnik na pierwszym planie, na drugim twarz rozmówcy).
Stwierdzenie, że grunt polskiej telewizji nie okazał się szczególnie podatny dla koncepcji Woolf to truizm. Widać anglosaskie idea nie inspirują polskich producentów tak jak ich amerykańskich. Może kolejne wcielenie Magdy M. powinno cytować „Przymierze z dzieckiem” Marii Kuncewiczowej?
B.S.