poniedziałek, 24 października 2011

Przestrzeń telewizji jako przestrzeń „własnego pokoju”



Rozważania na temat telewizji jako kobiecej przestrzeni medialnej warto poprzedzić „archeologią” koncepcji na temat wagi przestrzeni dla kobiet – kulturowym i ideologicznym promieniowaniem jednego z założycielskich feministycznych esejów Virginii Woolf pt. „Własny pokój”.
Pomieszczenie jako fragment życiowej przestrzeni jest w tym przypadku ujmowany nie metaforycznie (jak np. TV, prasa, internet), lecz dosłownie – jako wycinek w miejscu stałego zamieszkania, który ma być wyłącznie do kobiecej dyspozycji. Angielska pisarka twierdzi, że autonomiczny intelektualny rozwój kobiety nie jest możliwy bez osiągnięcia bardziej „przyziemnej” niezależności. Warunkiem koniecznym do uzyskania niezależności mentalnej jest niezależność materialna – kobiety muszą posiadać minimum środków finansowych, by się utrzymać oraz tytułowy własny pokój, by tworzyć, nadzorować i być centrum przestrzeni własnej pracy i twórczości.
„Nasz pokój” jest więc prywatnym terytorium, którego granice powinny być pilnie strzeżone przez męskim wpływem i opresją. To gwarancja autonomii i niezależności, enklawa podmiotowości, której reguły ustalamy same. Wbrew pozorom, esej Virginii Woolf nie jest jedynie historyczną atrakcją. Co prawda wyraźnie dostrzegamy równościowe aspiracje tzw. I fali feminizmu, jednak sama idea okazała się płodna i często reprodukowaną metaforą do dziś. Kiedyś rewolucyjna, dziś wydaje się postfeministycznym truizmem.
Warto przyjrzeć się intertekstualnym (mniej lub bardziej oczywistym oraz, zapewne, w różnym stopniu zaplanowanym i celowym od strony produkcyjnej) telewizyjnym wariacjom nt. Woolfowskiej koncepcji własnego pokoju, także w rodzimej TV.

Seks w wielkim mieście” i w małym pokoju.
Osobista enklawa Carrie Bradshaw wydaje się idealną transpozycją koncepcji „własnego pokoju”. Dzieje się tak rówineż ze względu na zawodowe pokrewieństwo Woolf i bohaterki granej przez Sarę Jessicę Parker. Obie są literatkami (przy całej nieporównywalności „ciężkości” ich pisarstwa ;), które proces pisania jednoznacznie wiążą właśnie z własnym pokojem. Carrie co prawda pisze w kawiarniach, lecz jest to incydentalne. Co ciekawe, nigdy nie zdarzyło jej się tworzyć w którymś z mieszkań swoich partnerów. Bohaterka niechętnie odnosi się do propozycji przemeblowania mieszkania przez narzeczonego, a kiedy ten wykupuje jej mieszkanie priorytetem dla felietonistki jest jak najszybsze odzyskanie lokum. Tu oczywiście nie zawodzą więzi siostrzane – przyjaciółki Carrie rozumieją jej sytuację i oferują natychmiastową pożyczkę. Kwestia „własnego pokoju” jest bodaj jedynym interesującym elementem pełnometrażowych kontynuacji serialu. Mimo małżeństwa z Bigiem i osiedlenia się w penthousie nowojorskiego wieżowca, Carrie zachowuje mieszkanie, gdyż, jak sama wspomina: „Lubię tam pisać”. Nie sposób nie oczytać tu wpływu twórczości Woolf.

3xM - mieszkanie „Magdy M.”
Podobnie jak u Ally McBeal – nowoczesne, designerskie, przeznaczone do spotkań z przyjaciółkami, idealne miejsce odpoczynku i refleksji. Użyteczne jedynie dla właścicielki.

M jak miłość” - mieszkanie sędziny Marty
Marta (Dominika Ostałowska) dysponuje sporym warszawskim lokum. Oprócz niej korzystają z niego dzieci, ze względu na bezpieczeństwo których, ograniczony dostęp do mieszkania mają mężczyźni. Jako idealna strażniczka domowego ogniska, Marta zaprasza do swojego mieszkania tylko tych godnych zaufania. Co ciekawe, to kolejni stali partnerzy wprowadzają się do niej – mimo licznych związków i kohabitacji bohaterka jeszcze nigdy nie opuściła swojego lokum.

Rezydencja” vs. atelier femme fatale
Julia (Weronika Książkiewicz) weszła do bogatego rodu dzięki małżeństwu z dziedzicem fortuny – dla pieniędzy, rzecz jasna. Mąż zakupił jej atelier mody, w którym bohaterka może rozwijać swoje pasje. Co prawda nie ma za gorsz talentu, jednak to właśnie do swojego warsztatu pracy kieruje pierwsze kroki w przypadku rodzinnych i małżeńskich konfliktów.

Studio Moniki Olejnik i Elżbiety Jaworowicz
Specyficzną wariacją nt. „własnego pokoju” mogą być autorskie programy telewizyjne, których gospodarzami (gospodyniami?) są kobiety. Zarówno w przypadku „Kropki nad i” oraz „Sprawy dla reportera” obie dziennikarki autorytarnie moderują dyskusje, zapraszają gości i inicjują tematy. Co więcej estetyczna oprawa obu programów jest dla nich swoista i niepowtarzalna. Centralne miejsce redaktorek w przestrzeni medialnej i telewizyjnym studiu podkreślone jest przez konwencje filmowania (np. element ramienia i włosów Olejnik na pierwszym planie, na drugim twarz rozmówcy).

Stwierdzenie, że grunt polskiej telewizji nie okazał się szczególnie podatny dla koncepcji Woolf to truizm. Widać anglosaskie idea nie inspirują polskich producentów tak jak ich amerykańskich. Może kolejne wcielenie Magdy M. powinno cytować „Przymierze z dzieckiem” Marii Kuncewiczowej?

B.S.

poniedziałek, 17 października 2011

Seksualne obywatelstwo



Seksualność poza alkową
Nowoczesna koncepcja obywatelstwa rugowała seksualną sferę człowieka społecznego jako „nieracjonalną” i intymną; inaczej mówiąc – nie mającą wpływu na politykę, zarówno tę interpretowaną jako zespół relacji w mikrospołecznościach jak i działania państwa czy organów władzy. Dziś opozycja prywatnego i publicznego nie jest już tak jednoznaczna – jeśli jednym ze składników obywatelstwa ma być tożsamość człowieka, nie sposób pominąć silnie konstytuujących ją elementów związanych z seksualnością i płcią. W obliczu trudnej do zanegowania konstatacji głoszącej, że „wszystko jest polityczne”, także aspekty uważane wcześniej za bardzo osobiste znajdują swoje miejsce na horyzoncie debaty społecznej, która odbywa się m.in. w telewizji jako „forum kultury”. Według koncepcji Jane Arthus, w idealnym obywatelskim i demokratycznym (liberalnym światopoglądowo) społeczeństwie każda grupa, nawet ta będąca w mniejszości, powinna zyskać swoją reprezentację w przestrzeni medialnej. Może się więc wydawać, że im bardziej rozwinięte społeczeństwo obywatelskie, tym istotniejsza jest kategoria „seksualnego obywatelstwa” w dyskursie medialnym, która powinna odzwierciedlać faktyczną obecność np. grup mniejszościowych w życiu społecznym i politycznym. Trudno oskarżać polskie stacje telewizyjne o eskapizm w prezentowaniu tematu seksualności, z pewnością można jednak stwierdzić, że złożoność tej problematyki daleka jest od standardów zachodnich.
Kaganiec politycznej poprawności
W tym kontekście można pokusić się o analizę obecności gejów w serialach produkowanych przez rodzime studia telewizyjne. Ciekawa ewolucja widoczna jest na podstawie serialów TVN – „Magda M.” oraz „Usta usta”. Obie produkcje dzieli kilka lat („MM”: 2005-07, „UU”: 2010-11), które zdają się wpływać na pogłębienie portretu geja jako bohatera (nadal jedynie) drugiego planu. Warto przy tym zaznaczyć, że oba seriale powstały na zachodniej licencji, ich światy są analogiczne (klasa średnia, warszawscy 30-latkowie), a problematyka i intrygi zbieżne (kariera, rodzina, wątki miłosne, nowe formy spędzania wolnego czasu, przepaść pokoleniowa). Ponadto, oba seriale emitowane były w identycznych porach (we wtorki o 21.30) – można więc mówić o podobnej formule gatunkowej serialu obyczajowego i na zasadzie odpowiedniości gatunków i hierarchii smaków dokonać porównania.
By scharakteryzować postać Sebastiana, warto posiłkować się artykułem z Wikipedii, który jako przykład „tekstu trzeciego rzędu” w klasyfikacji Johna Fiske'a (klasyfikuję artykuł jako txt. 3 rzędu, gdyż jest on fanowski, a nie producencki/instytucjonalny) wskazuje na społeczno-kulturową recepcję postaci. „Sebastian Lewicki: Postać grana przez Bartłomieja Świderskiego. Jest to trzydziestoparoletni gej. Jest fotografem oraz najbliższym przyjacielem Magdy. Spędzają ze sobą dużo czasu, on zawsze pomaga jej, a ona jemu. Sebastian to wrażliwy i inteligentny mężczyzna. Jest powiernikiem wszystkich sekretów Magdy. Boi się na początku upubliczniać ze swoją orientacją, lecz później poznaje Marcina. Mieszkali wspólnie, dopóki Sebastian nie dowiedział się, że on go zdradził. Po rozstaniu przyjaciółki namówiły go do założenia konta na serwisie randkowym.” Jak widać, początkowo bohater-gej nie jest nazwany wprost, lecz tylko domniemany. Jego tożsamość seksualna sugerowana jest poprzez kod wizualny – przystojny, dobrze ubrany, zadbany. W miarę rozwoju serialu i comming-outu Sebastiana, postać ta, mimo nieheteronormatywnej seksualności, jest przez fabułę „Magdy M.” oswajana niejako w sposób heteroseksualny – wpisana zostaje w melodramatyczne konwencje (prawdziwa miłość, monogamia, quasi-rodzinna kohabitacja), by skończyć podobnie jak podstarzała singielka – na portalu randkowym. Wydaje się więc, że producenci serialu wyświadczyli przedstawicielom społeczności gejowskich niedźwiedzią przysługę – przesadnie wyidealizowali postać, która okazała się zbyt stereotypowa, a co za tym idzie, niezbyt interesująca pod względem psychologicznym. Warto jednak przy tej okazji przywołać perspektywę historyczną i dodać, że w pejzażu medialnym Anno Domini 2007 takie przedstawienie okazało się całkowitym novum – nagroda Hiacynt w kategorii Media powędrowała właśnie do twórców serialu „Magda M.” „za pierwszą postać geja w polskim serialu, która nie jest czarnym charakterem".
Gejowska liga piłki nożnej
5 lat młodsze „Usta usta” są pod względem seksualnego obywatelstwa zdecydowanie bardziej interesujące. Mateusz, epizodyczny bohater grany przez Bartosza Topę jest tymczasowym współlokatorem Piotra (Wojciech Mecwaldowski). Co prawda, o jego tożsamości świadczy opisane wyżej stereotypowa aparycja, jednak sam bohater ma do niej stosunek ironiczny („Wiążę sobie apaszki i słucham Geogre'a Michela”) - ironiczna narracja filmu zdaje się subtelnie kwestionować wpisane w nią konwencje. W przeciwieństwie do Sebastiana, Mateusz nie jest gejem odseparowanym od swojej społeczności. Sformalizowana grupa gejów jest w serialu bohaterem zbiorowym, choć epizodycznym. Jednym z wątków są rozgrywki piłki nożnej lokalnej ligi gejów, do drużyny których (bez żadnych uprzedzeń) dołącza główny bohater. Oczywiście można w tym momencie narzekać, że temat ten potraktowany jest humorystycznie, a nie na serio, a społeczność gejów zrzeszona jest w celach hobbystycznych a nie emancypacyjnych i politycznych. Obserwując jednak rozwój tego tematu w polskiej telewizji należy chyba optymistycznie oczekiwać kolejnej medialnej odsłony „seksualnego obywatelstwa”
Raczkująca seksualna konsumpcja
Sama seksualność jako „wartość wymienna” okazała się jednym z elementów wprzęgniętych w tryby wolnego rynku, który regulowany konsumpcyjnymi i kapitalistycznymi prawami czynił z jej reprezentacji medialny towar, na jakim można zarobić. O ile w kontekście prezentowania seksualnego obywatelstwa polska telewizja z roku na rok czyni postępy, o tyle „(homo)seksualny konsument” nadal musi poszukiwać interesujących go seriali zagranicą.

B.S.